RSS
środa, 14 października 2009
pièce
La crise
09:18, wst2008
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 lutego 2009
O książce

 

Były szatniarz Opery Warszawskiej - Stefan Głucheć znalazł się po wojnie w Londynie i tam właśnie co miesiąc publikuje swoje wspomnienia w formie felietonów w piśmie polonijnym „Orzeł Bielik”.
Wspomnienia szatniarza... cechują charakterystyczny klimat i styl retro. W operze Stefana Głuchcia wiele się dzieje: postaci historyczne mieszają się z wyimaginowanymi, a nawet z ... duchami przodków.

"Wspomnienia szatniarza teatralnego"

to prawdziwa podróż do przedwojennej Warszawy. Po blisko 80-ciu latach powracają do nas: Mieczysława Ćwiklińska, Tadeusz Faliszewski, Eugeniusz Bodo, Stanisław Sielański czy Aleksander Żabczyński. Odkrywamy mało znanych poetów ludowych jak Xawery Piechociejko. Poznajemy losy tak niezwykłych postaci, jak włoski tenor-sopranista Alessandro Altavoce, który z niewiadomych przyczyn godził się śpiewać partie sopranowe jednie w tajemniczej peruce. Nie brak też w książce elementów grozy, którymi przepełnione są losy pięknej baletnicy Melanii Głębskiej. Melania - jeśli dać wiarę anonimowemu informatorowi policji, miast podpisać kontrakt z Paryską Operą Garnier -

Płynie z nurtem Sekwany
W kierunku nikomu nieznanym
Gdyby nie pręga przez szyję
Nie zgadłbyś, że nie żyje (...)

Śledzimy też historię pewnego krawca teatralnego który, by skompromitować oschłą małżonkę, postanowił popełnić samobójstwo skacząc z mosku Kierbedzia - odziany tylko do pasa...w sweter z psiej sierści.

Wreszcie narrator odsłania nam tajemnice niedoszłej ekranizacji "Strasznego Dworu" z Aleksandrem Żabczyńskim i Zbigniewem Rakowieckim w rolach głównych; opisuje niezwykłą historię zabójstwa młodego księcia Kuzdepkina - ostatniego potomka cara Wasyla IV Szujskiego i wprowadza nas w tajniki wielkiego oszustwa, w które został zamieszany pewien rosyjski librecista - Wołodia Pastuchin, wielbiciel czastuszek - takich jak np.:

Drogi ojcze, kocham Niurę -
Traktuj odtąd ją jak córę,
Ojciec pokrył się purpurą:
Ona jest Koryntu córą

Oj da, oj da da...


Chcąc poznać opinie czytelników, pierwsze rozdziały autorka publikowała w odcinkach na portalu literackim Fabrica Librorum. Od samego początku spotykały się one z bardzo entuzjastycznym przyjęciem zarówno ze strony czytelników, jak i redaktorów portalu. Wszystkie opublikowane opowiadania trafiły do „dzieł wybranych” i zostały dodatkowo wyróżnione gwiazdkami, a dwa z nich zostały ogłoszone najlepszymi tekstami miesiąca. Ballada z piątego rozdziału – napisana na konkurs na „Balladę Leśmianowską” zorganizowany przez Radio Łódź – trafiła do zbiorku dziesięciu najlepszych ballad. Ogromna liczba pochlebnych komentarzy zachęciła autorkę do napisania całego cyklu – dziesięciu wspomnień szatniarza.

przez: Carmen Santiago

08:49, wst2008
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 lutego 2009
Kreacja świata w stylu retro - recenzja Tadeusza Soleckiego

http://portalliteracki.pl/modules.php?name=BookCatalog&op=showbook&bid=244

Magdalena Layer-Sarzotti zadebiutowała w FL (pod nickiem mlay) niezwykle brawurowo: opowiadanie „Z miłości do damy. Wspomnienia szatniarza teatralnego, cz 1” zdobyło zarówno poklask portalowych bywalców jak i uznanie adminów wyrażone trzema gwiazdkami w kolorze pełnej czerwieni, a takie oznakowanie uzyskuje (cytuję z regulaminu portalu) „tekst wybitny, bliski doskonałości i jest to wielka rzadkość, niestety.” Osobiście czuję wobec Autorki zazdrość (nie mylić z zawiścią), bo ja debiutowałem dużym iksem :). Tekst raczył skomentować nawet sam Oberadmin, i to bardzo ciepło:
W moim odczuciu wyjątkowo dobra proza. Rzeczywiście w takim starym stylu, ale chyba uniwersalnym, a inna sprawa, że styl spaja się tu z osobą narratora, starego gaduły, gentelmena pokolenia dawniejszego. Przez sporą część tekstu byłem skłonny uwierzyć temu reportersko-wspomnieniowemu tonowi, że to wszystko prawda. Nieczęsto się zdarza, żebym z prozatorskiej lektury opowiadań na FL czerpał tak nieskrępowana przyjemność, tekst nie domagał się ciągłej oceny, zastanawiania się nad nim, jego wartością, kontekstem, po prostu od początku niemal nie pozostawiał mi żadnych wątpliwości w kwestiach, które z racji redaktorskiego stołka zwykle mnie przy czytaniu zajmują.

Tekst ten nie okazał się także efemerydą, fuksem, jakimś jednostkowym wybrykiem Autorki (zresztą sam tytuł sugerował, że to część większej całości). Za nim przyszły kolejne, również suto oklaskane i ogwiazdkowane, do tego stopnia, że fakt uzyskania przez „Sopranistę” „jednej czerwonej” Magdalena przyjęła jako porażkę – a przecież dla ilu fabrykantów jest taka ocena nieosiągalnym marzeniem! Po takim przyjęciu przez było nie było grono koneserów nie pozostawało Autorce nic innego jak wyruszyć ze „Wspomnieniami szatniarza teatralnego” na podbój „papierowych” wydawnictw. Ci, którzy próbowali, wiedzą, że dla debiutanta rzecz to niełatwa. Lecz w tym przypadku starania zakończyły się sukcesem nad wyraz szybko. I nic dziwnego, bo „Wspomnienia” mogą liczyć na szerokie spektrum czytelników. To gratka nie tylko dla miłośników teatru, opery, wielkoświatowych ploteczek i intryg, ale także dla koneserów rasowego warsztatu literackiego. Magdalena Layer-Sarzotti operuje słowem ze swobodą i gracją, wyczarowuje dla czytelnika na poły realny, na poły fantastyczny świat przedwojennego warszawskiego teatru. Urokowi temu z pewnością ulegną starsi, dla których lektura książki będzie wdzięcznym pretekstem do podróży sentymentalnej w lata młodości, w świat tak im swojski, tak zrozumiały, wolny od laserów, tunerów i komputerów. Ulegną artyści, zwłaszcza aktorzy i śpiewacy - tych z kolei Autorka oczaruje znajomością ich zawodowego warsztatu, żargonu, muzyczną erudycją - a w ślad za nimi ulegną całe rzesze melomanów, w tym szczególnie miłośników opery.

Ale jak to możliwe, żeby urokowi temu uległ piszący te słowa miłośnik SF w jej ekstremalnie „science” odmianie? Myślę, że przede wszystkim przez wzgląd na uznanie, jakie budzić musi umiejętność kreacji świata, o którym wiemy, że fikcyjny, ale przecież tak żywy, tak naturalny, że aż niemożliwe, żeby nierzeczywisty! Każdy miłośnik fantastyki o takiej umiejętności kreacji światów marzy, takiej umiejętności innym twórcom zazdrości. Skoro świat ów, wyimaginowany, lecz „podrobiony” idealnie, chciałoby się rzec, żywy z krwi i kości, świat tak odległy od fizycznych laboratoriów, stacji kosmicznych, „obcych” i innych artefaktów rodem z SF – skoro więc ten świat zafascynował ścisły umysł, nie mam wątpliwości, że urokowi tej książki ulegnie każdy. Także i Ty, potencjalny Czytelniku! Mam dziwną pewność, że wessie Cię ona tak, że z wypiekami na twarzy będziesz śledził perypetie bohaterów, z których jedni są postaciami historycznymi, inni fikcyjnymi, czasem zapożyczonymi z rzeczywistości międzywojnia, czasem ze świata magii. Wessie Cię tak, że zapomniawszy o bożym świecie zakończysz lekturę po kilku godzinach a potem będziesz złorzeczył – już to na Autorkę, czemu tak mało - już to na siebie, czemu sobie przyjemności nie dozowałem.

Książka zawiera 10 opowiadań utrzymanych w imponująco konsekwentnym klimacie, co jest efektem stabilności formy i dyscypliny konwencji, zjawiska w przypadku debiutantów unikatowego. Mnie jednak najbardziej zauroczyła lekkość tekstu nie sprowadzona bynajmniej do trywialności. Przeciwnie – przebija zeń głęboka wiedza i erudycja. Ujęła mnie wykreowana wyraziście, barwnie i ciepło osobowość Stefana Głuchcia, w której odnalazłem człowieka prostego, acz rezolutnego, poczciwego, acz pełnokrwistego, przedwojennego dżentelmena pełnego zapomnianej już ogłady i ujmującej kultury; z takimi ludźmi od razu się zaprzyjaźniamy, od razu lubimy poprzestawać. A że Magdalena zaszczepiła mu także dar pełnego swobody, wigoru i polotu gawędziarstwa, no to lubimy także słuchać (czytać). Nota bene, czyż nie byłoby dobrym pomysłem wyemitowanie audio-booka? Z chęcią posłuchałbym Andrzeja Łapickiego w roli Głuchcia.

Pozostaje życzyć Autorce następnych tak atrakcyjnych treściowo i brawurowych warsztatowo dzieł. Rozpoznawszy przez lekturę „Wspomnień” Jej potencjał twórczy nie wątpię, że nastąpi to szybko.

15:44, wst2008
Link Dodaj komentarz »